Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waldemar Witkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Waldemar Witkowski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2011

Słowo na niedzielę spotami ozdobione

Rafał Grupiński to człowiek bez charyzmy, który liderem poznańskiej PO został głównie dlatego, że nikt inny też nie miał charyzmy. Z pewnością intelektualnie góruje nad większością posłów, ale mamy wątpliwości, czy zawsze intelekt odpowiednio wykorzystuje. W kampanii starał się przejąć wiele postulatów poznańskich społeczników. Dużo mówił o rewitalizacji i powrocie miasta nad Wartę. Był też koordynatorem prac nad nowym, bardziej wrażliwym społecznie programem PO. Kiedyś zasłynął z wspierania nieistniejącego klubu żużlowego w Kaliszu i z antysalonowych wystąpień. Podobno, gdy rozpadała się Unia Wolności, Jacek Kuroń miał krzyczeć "Dajcie mi tu tego Grupskiego!". W tych wyborach mandat zdobędzie na pewno, ale nie wiadomo, czy zrealizuje inny cel - tzn. dostanie więcej głosów niż poprzedni lider Waldy Dzikowski.


Tadeusz Dziuba to wódz bez armii. Namaszczony przez prezesa Kaczyńskiego na lidera lsity, nie zaskarbił sobie sympatii lokalnej organizacji. Walczy nie tyle z przedstawicielami innych partii, co z wrogami we własnych szeregach. Pewny niemal mandat mogą mu odebrać poseł Górski i redaktor Rdesiński. Byłoby naprawdę niemiło, gdyby ich bezczelna plakatowa ofensywa przyniosła sukces. Pomijając wszystkie wady, radny Dziuba to człowiek o większej inteligencji, wrażliwości i szerszych horyzontach niż obaj panowie razem wzięci. Ale spot skręcił tak patetyczny, że aż zęby bolą.


Barbara Czachura może namieszać na liście PO. Dużo plakatuje, dużo się spotyka, pokazuje się w mediach, mocno istnieje w internecie. Należy do czołówki polskich sołtysów i dość miło się uśmiecha. Czy to wystarczy, żeby wyprzedzić stare partyjne wygi? Jak możemy się dowiedzieć ze spotu od starosty Grabkowskiego, do wszystkiego doszła sama. To po co jej teraz poparcie starosty i senatora?


Jadwiga Rotnicka to postać dość bezbarwna. Kiedyś przewodnicząca Rady Miasta, teraz senator. Może się przyczynić do powrotu miasta nad Wartę, bo zajmuje się w parlamencie szlakami wodnymi. Wygraną w wyborach ma w kieszeni, bo kandydaci albo się nie zgłosili, albo nie prowadzili kampanii. Nie ma to jak hydrolog na poznańskich fundamentach.


Dariusz Lipiński kokietuje kibiców Lecha konkursami, ale Wiara Lecha już mu nie ufa. Twardy przeciwnik aborcji, potrafi się w tej sprawie postawić swojej partii. W innych sprawach się nie stawia. W ogóle nie bardzo wiadomo, czy innymi sprawami się zajmuje. Ale w spocie mówi, że udowodnił jak być skutecznym. No, przepisów aborcyjnych to się mu nie udało zaostrzyć. I dobrze.


Marcin Lis to bardzo zdolny kandydat. Kampanię prowadzi z rozmachem i zapałem nawet gdy nie ma żadnych szans. Namieszał już w wyborach na burmistrza Swarzędza, obecnie ma szansę zdobyć najwięcej głosów na liście PJN. Jak wygra, będzie lepsza komunikacja, czystsza przyroda i przedszkola fajniejsze. W ogole sielanka.


O Piotrze Baturze napisaliśmy już bardzo dużo. To człowiek, który się partiom nie kłania. Nigdy do żadnej nie należał. Zakładał za Stowarzyszenie Ruch Poparcia Palikota, z którego go usunięto. Usuwający też zostali usunięci, zatem sprawiedliwości stało się zadość. Jeden z dwóch odważnych (obok kandydata PiS - Wróblewskiego), którzy próbują odebrać mandat Markowi Ziółkowskiemu. Najpopularniejszy poznański kandydat na Facebooku (prawie 4 tys. fanów).


Waldemar Witkowski to wieczny kandydat partii lewicowych, który nigdy jednak nie wdrapał się na szczebel centralny. Nie może być inaczej, skoro nie lubią go nawet koledzy z listy. Jako jedyny poznaniak jest przewodniczącym ogólnopolskiej partii. Tylko, czy ktoś jeszcze pamięta, że jest taka partia jak Unia Pracy? Bardzo bogaty człowiek nie szczędzi pieniędzy na kolejną kampanię. Mamy cichą nadzieję, że po raz kolejny wywala kasę w błoto, bo dobrego słowa o człowieku nie słyszeliśmy.


Filip Rdesiński to kandydat medialny, bo głównie z mediów żył dotychczas. Związany ze środowiskami radykalnie prawicowymi, bardzo się zasłużył, kręcąc odcinki "Misji Specjalnej", działając w "Naszości" i odzyskując Radio Merkury. W tym ostatnim zasłynął głównie wieszaniem krzyży. W kampanii najbardziej się skupił na wieszaniu plakatów. Można powiedzieć: profesjonalny wieszak. Trzeba mu oddać, że jako jeden z nielicznych próbował prowadzić niestandardową kampanię. Wyzwał na pojedynek posła Dzikowskiego, a gdy tamten się nie zjawił, zwyzywał go. Nic wielkiego, a cieszy. Równocześnie pokumał się z posłem Górskim. Swój do swego po swoje.


Zbigniew Hoffmann to kandydat udający. Udaje on mianowicie posła Adama Hofmana. Co prawda nazwiska nie do końca się zgadzają, ale skoro mieszkańcy Opolszczyzny mogli wybrać Łukasza Tuska myśląc że to Donald Tusk, to mogą poznaniacy wybrać Zbigniewa, sądząc, że to Adam. 


Andrzej Aumiller to klasyczny przedstawiciel kryptolewicy. Gęba pełna frazesów, a czyny podporządkowane koniunkturze. Nie brzydził się być ministrem z ramienia Samoobrony i nie brzydził się pracować u dewelopera, który w głębokim poważaniu miał szarych obywateli Sołacza. Teraz nie brzydzi się znowu pokazywać swojej twarzy w lewicowych barwach, ale trochę go jednak naszła refleksja, bo śmielej podpisuje się drugim imieniem Kordian niż pierwszym Andrzej. Może się ciemny lud nie połapie. Ale my przypominamy tę piękną partię, te piękne plany i pana Andrzeja z panem Andrzejem.


Krystyna Łybacka. Stara pezetpeerowska szkoła. Niejednego wycięła, niejeden chciał ją wyciąć. Nadal nie ma konkurencji w poznańskiej lewicy, bo gdy tylko ktoś głowę ponad nią wystawiał, to cięła bez litości. Kto dziś jeszcze pamięta takie nazwiska jak Pusz, Krasicki, Nowiak? Tak czy owak pozostaje pani Łybacka jedną z najskuteczniejszych poznańskich polityczek i posłanek. Mimo, że jest jedna, czasami ma się wrażenie, że potrafi zrobić więcej niż siedmiu posłów innej partii. I zna się na edukacji.


Maciej Banaszak. Mr Nobody. Do tej pory prowadził salon motocyklowy i się nie udzielał politycznie ani społecznie ani w ogóle. Natchnął go Palikot. Ale pan Maciej do mediów się nie pcha, podczas wizyty lidera skupił się na podawaniu książek, a przed kamerami uciekł.


Paweł Swiernalis to człowiek, który może zabrać mandat Maciejowi Banaszakowi. Pod hasłem uwolnienia konopii zorganizował spory marsz i zdobył całkiem obiecującą popularność szczególnie wśród młodych wyborców.  Jako jedyny kandydat spoza głównych partii (PO, PiS, SLD) odważył się też przyjść na Miejską Debatę Wyborczą do Meskaliny. Ale jego poglądy miejskie mniej dojrzałe niż zioło.


Ktokolwiek z Ruchu Palikota zdobędzie mandat, będzie go zawdzięczał swojemu wodzu. To Janusz Palikot pozamiatał w kampanii w Poznaniu. Wystarczyła mu jedna kilkugodzinna wizyta, jeden wywiad w radio i jedna manifestacja, aby przyćmić mozolnie zbierających głosy miejscowych liderów. To była naprawdę świetna lekcja skutecznej komunikacji dla wszystkich poznańskich polityków.


Jacek Tomczak to zakamufowana opcja PiS-owska w PO. Tak naprawdę niewiele się różni poglądami od starych kolegów z PiS, a bardzo się czasem różni od nowych kolegów z PO. Jak zawsze prowadził bardzo profesjonalną kampanię. Wszyscy już na pewno wiedzą z jakiej partii aktualnie startuje. Nie jesteśmy jednak pewni, że wystarczy mu głosów na pokonanie wiarusów PO. Byłoby lepiej dla wszystkich, gdyby się nie wystarczyło. Pamiętacie jak miał być najlepszym prezydentem Poznania z nadania PiS?


Bożena Szydłowska to obrotna kobieta. Gdzie się nie obróci, tam dożynki, akademie, sukcesy, kamery i deklaracje. Z nieznanych przyczyn nie zainteresowała się Miejskim Skanerem Wyborczym, bardzo jednak dbała, żeby w każdym medium mocno zaistnieć. Na facebooku ma aż półtora tysiąca fanów. Więcej niż posłowie Grupiński i Dzikowski razem wzięci. A w spocie namaszcza ją sam minister Rostowski.


Arkady Fiedler to taka sejmowa pierdoła. Choć może lepiej powiedzieć "cwana gapa". O uchwałach, ustawach i innych działaniach parlamentu pewnie wie niewiele, ale za to umie zabłysnąć w mediach a to repliką Santa Marii Kolumba, a to znowu Spitfire'em. Nic dziwnego, że kultywuje pamięć o słynnym ojcu pisarzu. Bez niego byłby dzisiaj zwykłym szarakiem, a tak jest posłem pełną gębą zapraszanym na wszystkie możliwe rauty, ceremonie i święta lasu. Cały czas nie mamy jego wystąpienia o Judaszu, ale to też jest fajne.


Kibice Lecha i innych klubów to, obok Janusza Palikota, prawdziwi zwycięzcy tej kampanii. Udało im się zaistnieć medialnie jako sile społecznej, która ma duże wpływy w różnych partiach politycznych. W rozmowach z premierem reprezentuje ich działacz PO - Jarosław Pucek, a w mediach ciepło się o nich wypowiadają kandydaci PiS i to z obu frakcji, bo i Tadeusz Dziuba, i Filip Rdesiński. Przy okazji warto jednak zauważyć, że kibice, aby uzyskać takie poparcie musieli się mocno ucywilizować, a nawet zakopać topory wojenne. Przecież kto sobie jeszcze pół roku temu wyobrażał wspólną kampanię kibiców Lecha i Legii? Nie ma jednak pełnej zgody, bo na dworcu na Dębcu peron jest zamalowany hasłem "Donald matole, twój rząd obalą kibole", a zaraz obok "J... Wisłę".



Na koniec największy przegrany tej kampanii. Waldy Dzikowski został najpierw sponiewierany przez partyjnych kolegów, którzy pozbawlili go wszystkich wspaniałych funkcji i zepchnęli na 3. miejsce na liście, a potem jeszcze nadział się na twardą lancę Janusza Palikota, który opisał go jako nieudacznika i pozera w swojej brukowej książeczce wyborczej. Tak czy owak miał Waldy Dzikowski swoje 5 minut, które średnio wykorzystał. Można sparafrazować klasyka: miałeś Waldy złoty róg, ostał ci się jeno  tytuł honorowego słowika. Nawet jeśli poseł zdobędzie najwięcej głosów w wyborach, śpiewać będzie coraz bardziej cienko, chociaż immunitet jeszcze długo go będzie chronił. A takie coś mu nakręcili niewdzięczni wyborcy:


Grupiński kontra Dzikowski. Dziuba kontra Górski. Fiedler i Stuligrosz kontra Kozłowska-Rajewicz i Marek Zieliński. Waldemar Witkowski i Andrzej Aumiller kontra SLD. Batura kontra Ziółkowski. Kibole kontra Tusk. Ruch Palikota kontra zabobony. Jest takie bogactwo wyboru, że sami nie wiemy na kogo głoswać. I głowa nas boli. I dziękujemy za uwagę. W niedzielę wieczorem skomentujemy pierwsze wyniki, w poniedziałek będziemy mieli pewność kto wszedł a kto wyszedł. Zapraszamy i życzymy miłego weekendu!

niedziela, 2 października 2011

Między kibolami a Palikotem

Zaczyna się ostatni tydzień kampanii w Poznaniu. PO wiesza plakaty mobilizujące jej miękki elektorat do pójścia na wybory. Hasło "Tusk czy Kaczyński?" nie pozostawia złudzeń ludziom, którzy nie przepadają może za PO, ale jeszcze bardziej nie znoszą prezesa PiS. Ten przekaza mają wzmocnić spoty z szalejącymi kibolami i obrońcami krzyża. Czy to dobra taktyka? PR-owcy w mediach społecznościowych podpowiadali, że tak właśnie należało zrobić, ale my nie jesteśmy pewni czy to PO zbierze głosy tych, którzy tak bardzo nie chcą powrotu Kaczyńskiego i PiS, że w ostatniej chwili zzują bambosze i pójdą głosować. Problemem na poziomie poznańskim może być fakt, że jednym z przywódców kibiców jest członek PO - Jarosław Pucek, który tak ładnie i kulturalnie rozmawiał o zagadnieniu z premierem w poniedziałek.
Pani Tatiana bardzo się stara.

Ostatni tydzień poznańskiej kampanii pokazał dobitnie, że jeśli jest w Polsce ktoś, kto w tej kampanii skutecznie zdobywa głosy anty-konserwatywnego elektoratu, to jest tym ktosiem Janusz Palikot. Od poniedziałku trwały przygotowania do jego piątkowej wizyty. Kandydaci RP spotykali się codziennie z wyborcami, a na stronie komitetu ukazały się nareszcie ich krótkie biogramy. Wyjście z cienia wyszło szczególnie dobrze Pawłowi Swiernalisowi, który na fali wizyty lidera zorganizował jeszcze Wielkopolski Marsz Wyzwolenia Konopi, na który wg prasy przybyło kilkaset osób. Wszystko to w całości wypadło bardzo dobrze, z jednym może zgrzytem. Gdy Palikot twardo zaprzeczał jakoby jego kandydaci byli anonimowi, nie mógł się doszukać w swoich szeregach lidera poznańskiej listy - Macieja Banaszaka. Nie wiem jak innych, ale mnie to utwierdziło w przekonaniu, że na tej liście właściwie nikogo nie ma. Ale błąd, pan Banaszak istnieje, o czym przekonuje ten spot. Warto zwrócić uwagę, że lubelski polityk wystąpił (koniunkturalnie, ale zawsze) w obronie zasłużonej poznańskiej szkoły, podczas gdy tutejszym politykom drżą łydy przed kurią. Przy okazji, w swoim stylu, zachęcał biskupów do opodatkowania się.

Palikot zapewne odbierze sporo głosów Platformie Obywatelskiej, szczególnie wśród młodych, ale jeszcze więcej odbierze SLD. Kampania lewicy wygląda bowiem przy kampanii Palikota tak samo żałośnie jak Waldemar Witkowski śmigający autobusem w tle przemawiającego do mediów Palikota. Oj, nie popisali się lokalni liderzy SLD, nie popisali, ale trzeba im oddać, że przykładu z góry dobrego nie dostali. Grzegorz Napieralski zaliczy chyba w tej kampanii nokaut porównywalny do klęski Mariana Krzaklewskiego w wyborach 2001 roku. Chociaż kandydujący z 20 miejsca radny Tomasz Lewnadowski jeszcze zapowiada jakąś niespodziankę na twitterze. Co to będzie? Co to będzie? 

Fot. Maciej Wudarski
Im bliżej wyborów, tym żwawiej się ruszają politycy PO. Nie dziwimy się, bo przy dzisiejszych wynikach, na pewno zdobędą mniej mandatów niż w poprzednich wyborach. Biorąc pod uwagę, że na ich liście jest aż 9 posłów obecnej kadencji, należy się spodziewać, że nie wszystkim się uda reelekcja. Zakładamy, że lider Grupiński i poprzedni lider Dzikowski mają mandaty raczej w kieszeni. Pierwszy z nich jednak bardzo chce zdobyć więcej głosów od swojego bardziej medialnego i znanego kolegi. Wsiadł nawet do kajaka, żeby lobbować za powrotem Poznania nad Wartę. To już drugi po rewitalizacji miły naszemu poznańskiemu sercu postulat, pytanie tylko, czy pan Rafał nie zapomni o wszystkim, gdy pojedzie do Warszawy. Poseł Dzikowski nie ma tak spektakularnych pomysłów, ale wisi tu i ówdzie, biega po festynach i debatach, zatem powinien swoje kilkadziesiąt tysięcy zdobyć.

Cała drużyna PO. Po wyborach nie wszyscy będą się cieszyć.
Inni mają gorzej. Mocna wydaje się być Bożena Szydłowska, która umie się w kadrze zmieścić czy to przy premierze, czy przy pośle Grupińskim, czy wreszcie na płocie i na facebooku. Jej sukces wydaje się pewniejszy niż ponowny wybór medialnej, ale jakoś tak nie bardzo umiejącej to wykorzystać - Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, która przeczytała kolejną książkę i opisała to na blogu, co go ma z posłanką Muchą. Na jej tle nieźle wypadają startujące z dalszych miejsc Tatiana Sokołowska, która z Muchą ma stary spot i szczególnie Barbara Czachura. Skoro potrafiły zaznaczyć swoją obecność na tak silnej liście, to musi im zależeć. Przy pracowitych paniach fatalnie wypadają panowie. Posłom Lipińskiemu i Zielińskiemu nie pomoże jeżdżenie busikiem po powiecie, jeśli nie znajdą swojego dojścia do wyborców. Posłowie Fiedler i Stuligrosz wiedzą, że nic nie muszą robić, bo "ciemny lud" i tak ich wybiera za nazwiska. Reszta kandydatów PO wie, że nie ma żadnych szans, więc robi niewiele.

Poseł Tomczak ma ok. 50 fanów, a dyskusja miała ponad 30 wpisów. Brawo!
Wyjątkiem jest Jacek Tomczak, który stanowi jednoosobową frakcję w partii. Biega jak poparzony po placach, targowiskach i osiedlach, żeby zdążyć wszystkich poinformować, z której partii tym razem startuje. Nawet jego najtwardszemu elektoratowi może się pozajączkować, wykonał bowiem przed tymi wyborami taką woltę, że nawet nieźle poinformowana redakcji My Wyborcy ciągle ma wrażenie, że on startuje z PiS. W tym tygodniu nawet te fałszywe domniemania udowadniał ostrą akcją przeciw paniom zbierającym podpisy za obywatelskim projektem ustawy aborcyjnej. Udało mu się nawet wywołać ogromną dyskusję na swojej stronie na facebooku, choć wcale nie ma aż tak wielu fanów. Następnego dnia poszedł za ciosem i poszedł bronić kurii przed Palikotem. W niedzielę natomiast pochwalił się tekstem w "Przewodniku Katolickim". Na wszelki wypadek jeszcze raz powtarzamy: poseł Tomczak kandyduje z PO a nie z PiS.

Z PiS kandyduje wielu innych zacnych kandydatów, ale trudno coś ciekawego powiedzieć o ich kampanii. Najwięcej frajdy sprawia im bowiem pisanie w obronie kiboli, co nam wydaje się zadaniem bardzo karkołomnym. Tak czy inaczej w obronie tego zaściankowego sobiepaństwa stanęli zarówno lider Tadeusz Dziuba, znany z nieeleganckich wypowiedzi o gejach - Marek Sieniawski jak i znany ze wszystkiego, co się źle kojarzy - Filip Rdesiński. Przyglądając się kampanii PiS, odnosimy wrażenie, że panowie i panie kandydują, aby obronić kiboli przed niesłusznie bijącą ich policją oraz cofnąć czas i nie dopuścić do katastrofy smoleńskiej. No może z wyjątkiem najbardziej antypatycznego posła Tomasza Górskiego, który kandyduje, bo taki ma system wartości. W tym tygodni znowu mu się krzywda niesprawiedliwa działa. Bidak. W zwycięstwie dobra nad złem pomoże im broń ostateczna - pielgrzymka do Częstochowy.

Co poza tym? Obudził się Marcin Lis z PJN i zasuwa za całą listę, bo jej lider Przemysław Piasta poza udziałem w debatach specjalnie się nie wysila. W sumie jednak pan Lis równie dobrze mógłby być na liście PO lub PiS i też by się nic nie stało. Bo przecież oni też chcą dobrej komunikacji, szczęśliwych dzieci w przedszkolach oraz czystych jezior i rzek. Cały start PJN to jest jakaś wielka pomyłka. Jak się mówi dokładnie to samo co PiS i/lub PO i/lub LPR, to po co startować z własną listą? Tylko dla jednego pana Lisa, któremu się chce kandydować? No, chce się jeszcze Pawłowi Poncyljuszowi, ale jego wizyta w Poznaniu nie da się porównać z wizytą Palikota. Pewnie mało kto ją zauważył, a my omal nie zapomnieliśmy.

Jakby komuś było mało tych nudów, to tutaj podsumowanie GW, gdzie się wymądrza nasz autor.

A tutaj pełna lista kandydatów do sejmu i senatu w Poznaniu i powiecie poznańskim (jako jedyna zawiera opisy i linki do ciekawych stron o kandydatach).

A już w środę o 18.00 w Klubokawiarni Meskalina dowiemy się jak kandydaci odpowiedzieli na pytania Miejskiego Skanera Wyborczego przygotowanego przez Kongres Ruchów Miejskich.

poniedziałek, 26 września 2011

Najciekawsze w SLD zaczyna się po 10.

W okręgu poznańskim do wzięcia jest 10 mandatów. Poprzednio 7 przypadło Platfromie Obywatelskiej, 2 Prawu i Sprawiedliwości, a 1 Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. Sondaże wskazują, że w tym roku PO może wypaść dużo słabiej i otrzyma jedynie 6 manadatów. Dodatkowy mandat może zgarnąć albo PiS albo SLD albo przy bardzo sprzyjających wiatrach Ruch Palikota lub PSL. Na razie wygląda na to, że nikomu z tych partii jakoś szczególnie na tym mandacie nie zależy. W PiS każdy sobie rzepkę skropie, w PSL są przyzwyczajeni, że mandatów w Poznaniu nie dostają, w Ruchu Palikota nikogo nie ma, a w SLD... No właśnie, co się dzieje z tą partią?

Już wybory samorządowe pokazały, że partia w Poznaniu jest bardzo słaba. Kandydatem na prezydenta mianowała Jacka Bachalskiego z jeszcze słabszego Stronnictwa Demokratycznego. Osiągnął on wynik gorszy, pomimo bogatej kamapanii, nawet od kandydata Stoawarzyszenia My-Poznaniacy, które przecież na kampanię pieniędzy nie miało, a i doświadczenia w walce wyborczej niewiele. Już wtedy można było mniemać, że w SLD nie ma koncepcji, pomysłu ani energii, żeby cokolwiek sensownego zrobić. Start Bachalskiego był klęską, a dla organizacji oznaczał zmarnowanie okazji do wypromowania nowego lidera, który mógłyb w wyborach parlamentarnych zabłysnąć pełnym blaskiem.

Pomijając już posłankę Krystynę Łybacką, dla której raczej pewna porażka z Ryszardem Grobelnym byłaby niemiłym akcentem w bogatej karierze, ma przecież SLD wielu jeszcze młodych i ambitnych liderów, którzy mogli podjąć rękawicę w wyborach prezydenckich. Ani jednak radny i przewodniczący poznańskiego Sojuszu Tomasz Lewandowski, ani biznesmen Marek Niezgoda, ani wreszcie radna Katarzyna Kretkowska (co może najbardziej zrozumiałe, bo nawet do partii nie należała). Naturalni liderzy schowali się za plecami wynajętego (a może narzuconego?) lidera z importu. Choć ta taktyka przyniosła kiepski rezultat (raptem 5 mandatów radnych i klęska w wyborach prezydenckich), postanowiono na nią postawić raz jeszcze w wyborach parlamentarnych.

Pierwsze miejsce zajął słabiutki lider - Waldemar Witkowski - wypożyczony z Unii Pracy. Tak naprawdę, to miejsce na liście sobie kupił za 1 milion złotych, które UP miało przeznaczyć na kampanię SLD. Czy przenaczyło? Doniesienia nie są zgodne. Pewne jest jednak, że wystawienie lidera marginalnej partii na pierwsze miejsce, podcięło skrzydło politykom Sojuszu, poza może niezniszczalną Krystyną Łybacką, która i tak wie, że ma mandat w kieszeni, więc konsekwentnie robi swoje. Reszta postanowiła nie pomagać liderowi listy (to zrozumiałe), ale takż olała własną kampanię (to niezrozumiałe). Ale nie wszyscy - na odległych miejscach listy znaleźliśmy aktywnych kandydatów, którym chyba zależy na dobrym wyniku.
Zły dotyk?

Wybierzmy przyszłość!
Najbardziej ożywioną kampanię zdaje się prowadzić Filip Suś, który od ponad tygodnia objeżdża powiat w poszukiwaniu głosów. Był w Kostrzynie, Swarzędzu Czerwonaku, biegał też po Poznaniu z posłanką Łybacką i młodymi przyjaciółmi, a co najważniejsze zdążył się zfotografować z najbardziej znanymi twarzami SLD nie tylko w Poznaniu. Filip Suś ma dopiero 26 lat, ale życie i politykę traktuje bardzo poważnie. Pisze doktorat z politologii, działa w ruchu studenckim i dostał medal Cegielskiego dla młodych pozytywistów. Swoją kampanię bardzo profesjonalnie relacjonuje na stronie na Facebooku. Ceniąc jego ambicję i zapał, prganiemy tylko przypomnieć los innych młodych gwiazd SLD również tkliwie namaszczanych przez starszych liderów - znawcom tematu wystarczą chyba nazwiska Bartłomieja Krasickiego i Sylwii Pusz. Mamy nadzieję, że człowiek, który w krótkim czasie zebrał 250 fanów na FB (dla porównania znany poseł Dzikowski nie ma nawet 200), nie zniknie w równie eskpresowym tempie ze sceny politycznej. Wiemy, że pana Susia stać na wiele, bo już jakiś czas temu było o jego działaniach głośno, gdy zaprosił pana Jaruzelskiego do Poznania.

Odkryciem jest dla nas również kandydatka z miejsca 19 pani Natalia Koleśnik. Młoda, inteligentna i atrakcyjna dokoratntka z Instytutu Dendrologii w Kórniku. Podobnie jak Filip Suś założyła stronę na Facebooku, na której relacjonuje swoją kampanię. Może nie jest tak aktywna jak kolega politolog, ale za to nie wstydzi się okazać serca potrzebującym. Obszernie przedstawia też swój program i pięknie uśmiecha się z plakatu okraszonego pomysłowym logotypem (fakt faktem, że przyczyniliśmy się swoją propagandą do wygładzenia pewnych sformułowań - wcześniejszą wersję częściowo można obejrzeć na naszej facebookowej ścianie).
Żeńskiemu elektoratowi bardziej się może podobać młody buntownik Arkady Janiszewski. Prowadzi on dość ostrego bloga, na którym stara się opisać "chory system" panujący w Polsce. Już samo założenie bloga nam się podoba, a jeszcze ta zgodność poglądów w kwestii systemu:). Kibicujemy panu Arkademu. Myślimy, że wyprzedzenie ministra Aumillera jest w jego zasięgu. A dodajmy, że na niczym nam tak nie zależy jak na klęsce tego pseudolewicowego lidera partii poznańskich deweloperów. Obecność byłego ministra Samoobrony na liście SLD to jest policzek dla wszystkich, którzy serio traktują program partii. Panie Arkady, pan musi wyprzedzić pana Aumillera! Pan musi częściej na blogu publikować!

Cały czas naszą nadzieją na ożywienie elektoratu lewicowego pozostaje radny Tomasz Lewandowski. Ale on wydaje się być nieco przygaszony po klęsce przed czterema laty, gdy mocno go pobiła posłanka Łybacka. Teraz niby się stara, ale jakby liczył na zdobytą wcześniej popularność. Strona na Facebooku jakby martwa, choć ma ponad 700 fanów, strona www także aktualizowana bardzo rzadko. Jedynie na Twitterze radny wykazuje czujność i śledzi nawet nasze wpisy, co się chwali, oj chwali! Dodatkowo radny dość aktywnie występuje w sprawie eksmisji do kontenerów oraz sytuacji MPK, co może mu przysprzyć głosów, ale przecież na zdystansowanie milionowej jedynki może nie wystarczyć. Panie Tomaszu, także zachęcamy do większej aktywności. Kto, jeśli nie Pan ma być twarzą nowej poznańskiej lewicy?
Radny Lewandowski stracił zapał do prowadzenia strony na FB?
Osobny rozdział to kandydat do senatu Andrzej Jóźwiak. Naszym zdaniem powinien się starać za dwóch, a nawet za trzech, bo kandydatów jest niewielu, a kandydatka PO Jadwiga Rotnicka ma już niemal wygraną w kieszeni. Niestety, wydaje się, że kandydat nie do końca rozumie powagę sytuacji. Niby się pojawia w mediach, ale zawsze w cieniu kandydatów na posłów. Ma mieć spotkanie w Klubie pod Minogą, ale nie ma nawet strony internetowej. W taki sposób nie da się chyba wygrać z kandydatką popularnej i rządzecej partii. Po co w takim razie w ogóle startować? Żeby zwiększyć limit wydatków na kampanię ugrupowania?
Trudno znaleźć kandydata Jóźwiaka w internecie.