Szukaj na tym blogu

czwartek, 6 października 2011

Schetynówka otwarta, a Miejski Skaner podsumowany

Kilka dni przed wyborami kampania jakby trochę przyspieszyła. Do Poznania pofatygował się sam marszałek sejmu Grzegorz Schetyna, żeby otworzyć czynną od dwóch miesięcy ulicę Bukowską, budynki oddziału onkologicznego i spotkać się z przedsiębiorcami. Chcieli mu zrobić psikusa kibice Legii Warszawa i Lecha Poznań, którzy wspólnie zbierali podpisy pod nowym projektem ustawy o bezpieczeństwie i prostestowali przeciw rządowi. Przypadkiem na Placu Wolności spotkał się z nimi lider PiS Tadeusz Dziuba.

Najważniejszym merytorycznym wydarzeniem końcówki kampanii była jednak Miejska Debata Wyborcza zorganizowana w ramach Miejskiego Skanera Wyborczego przygotowanego przez Kongres Ruchów Miejskich. Przez 2 tygodnie kandydaci na posłów i senatorów wypełniali ankiety napisane przez miejskich działaczy z całego kraju. Pytania dotyczyły przede wszystkim kwestii społecznych, rewitalizacji, rozwoju metropolii oraz demokracji miejskiej. W Poznaniu odpowiedziało na nie 14 kandydatów, z których większość (+ radny Przemysław Alexandrowicz) spotkało się wczoraj o 18.00 w klubokawiarni Meskalina.

Warto wymienić wszystkich kandydatów, którzy wzięli udział w tej akcji, ponieważ jak łatwo obliczyć była to zdecydowana mniejszość chcących dostać się do sejmu. Podkreślamy, że zaproszenia i ankiety zostały wystosowane do wszystkich Komitetów Wyborczych. Odpowiedzieli przedstawiciele tylko czterech z nich:

PO (najliczniej, bo aż 7 kandydatów):
Rafał Grupiński (nr 1 na liście)
Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (nr 2 na liście)
Waldy Dzikowski (nr 3 na liście)
Maria Nowicka (nr 9 na liście)
Justyna Lachor (nr 16 na liście)
Milena Podemska (nr 17 na liście)
Marek Zieliński (nr 20 na liście)

SLD (4 kandydatów):
Krystyna Łybacka (nr 2 na liście)
Katarzyna Kretkowska (nr 6 na liście)
Filip Suś (nr 13 na liście)
Tomasz Lewandowski (nr 20 na liście)

PiS (2 kandydatów):
Tadeusz Dziuba (nr 1 na liście)
Zbigniew Czerwiński (nr 7 na liście)

Ruch Palikota (1 kandydat):
Paweł Swiernalis (nr 7 na liście, warto podkreślić, że kandydat Wolnych Konopi pojawił się z własnej inicjatywy, bo sztab RP olał sprawę).

Dzięki jednej z naszych współpracowniczek przebieg debaty można było śledzić na żywo na profilu My-Poznaniacy. Wszystkim chętnym polecamy lekturę także post factum. Nam najbardziej spodobał się poseł Marek Zieliński, który bardzo ładnie zgasił radnego Zbigniewa Czerwińskiego dowodzącego, że problemem dla miasta nie jest lokalizacja bazy w Krzesinach, ale gęstość zaludnienia w okolicy. Nazwanie tego wywodu kretyńskim (jak to zrobił poseł PO) to wręcz kurtuazja.

Wszystkie nadesłane przez kandydatów ankiety oraz podsumowanie zbiorcze ankiet poznańskich można pobrać ze strony My-Poznaniacy.

Polecamy lekturę naszych opracowań i obiecujemy, że jeszcze przed wyborami zostaną opublikowane teksty podsumowujące kampanię oraz Miejski Skaner Wyborczy.

Przypominamy o innych ciekawych opracowaniach ułatwiających wybór kandydata:

wtorek, 4 października 2011

Pozorowana kampania

Chcieliśmy w ostatnim tygodniu kampanii wyborczej napisać o najważniejszych tematach poruszanych przez kandydatów. Myśleliśmy, że będziemy mieli pewność, kto co uważa i kto co chce zrobić. Niestety, kampania nie tylko była niemrawa, ale jeszcze unaoczniła nam wyraźnie peryferyjność naszego powiatu miejskiego i ziemskiego. Właściwie żaden z tutejszych kandydatów nie przykuł w mijającej kampanii szczególnej uwagi mediów, ze względu na swoje dokonania, plany czy pomysły.

Wczytując, wsłuchując i wglądając się w programy konkretnych kandydatów czy komitetów, ze zdziwieniem zauważyliśmy nawet, że różnice między partiami nie istnieją lub są na tyle nieistotne, że można je w tematach podstawowych pominąć. Pierwszy przykład z brzegu: szpital dziecięcy. Lider listy SLD Waldemar Witkowski wpisuje go sobie na billboardy, ale liderzy PO zaraz zwołują konferencję na Starym Rynku i podkreślają, że dla nich priorytetem w mieście jest budowa szpitala dziecięcego.

Podobnie z rewitalizacją. Już na początku kampanii poseł Rafał Grupiński zwołał konferencję prasową na Moście Jordana, w której wzięli udział liderzy list SLD oraz PSL a na dodatek prezes Stowarzyszenia My-Poznaniacy i sam prezydent miasta. W sumie, jeśli policzyć wyniki ostatnich wyborów do rady, brakowało tylko przedstawiciela PiS, który jednak na debacie w redakcji Gazety również podkreślił potrzebę uchwalenia ustawy rewitalizacyjnej na wzór niemiecki (tylko co zrobić z zakamuflowaną opcją niemiecką, żeby tego nie wykorzystała jako precedensu?).

Jeszcze inny przykład to żłobki i przedszkola. Wyciąg z debaty w poznańskiej Gazecie:
 Co ma zrobić przeciwnik polityki koalicji PO-PSL w tym zakresie? Chyba musi sobie w łeb strzelić. Bo jedyna odpowiedź opozycji to pomysł nieposyłania sześciolatków do szkoły. Jasne, na pewno to naprawi system. Rach, ciach - żłobki i przedszkola działają jak w zegarku, wszyscy szczęśliwi. A pan Piasta jeszcze zafunduje powrót do ośmioletniej podstawówki i liceum. Po co? Chodziliśmy do takich szkół i pamiętamy, że wyglądało to tak, że w ósmej klasie jedni czytali już Gombrowicza, a inni nie umieli czytać w ogóle. Jeden pan Witkowski poszedł szeroko i powiedział, że i żłobki i przedszkola, i studia nawet za darmo. Świetnie. Znowu możemy tylko temu panu przypomnieć, że za darmo magisterki robili na naszym roku niemal analfabeci. Profesorowie ich wypuszczali, bo sztuka jest sztuka. Jak długo ludzie mają płacić za każdego lenia? No i inna sprawa, po co kształcić polskich studentów za darmo, skoro potem oni i tak wyjeżdżają zbierać sałatę do Anglii albo łuskać śledzie do Norwegii? Jakby nie patrzeć, najwięcej konkretów podała przedstawicielka koalicji.

Kandydaci Dziuba, Piasta, Witkowski i Banaszak na debacie.
Opozycja nie potrafi wysunąć racjonalnych argumentów. SLD obiecuje naukę za darmo, nie kreśląc jasnego planu, po co w ogóle młodzi Polacy mają się uczyć? Namawia studentów do głosowania, ale ci studenci, którzy na nich głosowali w 2001 roku, mogą dziś opowiedzieć, jak się sprząta magazyny  Tesco i przepija marzenia w dublińskich czy southamptońskich pubach. Takie wyrywkowe jest w Polsce wszystko. PO zbudowało orliki, ale nie stworzyło klubów dziecięcych z profesjonalnymi trenerami, przeznaczyło pieniądze na drogi, zapomniało o kolejach. PiS obniżyło składkę rentową i wprowadzilo de facto podatek liniowy, a zapomniało wyrównać tę stratę w budżecie. W sumie, gdyby prześledzić pomysły wszystkich partii to one są tak samo dobre jak i niedobre. Dobre, bo mają w założeniu rozwiązać palący problem, niedobre, bo gdy są wprowadzane w życie, coś zawsze idzie nie tak. Inna sprawa, że wszystkie partie po dojściu do władzy robią mniej więcej to samo przynajmniej jeśli chodzi o sprawy gospodarcze, zagraniczne i społeczne. Najwyżej trochę się różnią metodami, ale trudno dociec kto np. bardziej liberalizuje, a kto bardziej centralizuje itd.

Gdzie jest więc pies pogrzebany? Dlaczego partie nazywają się inaczej, a ich liderzy tak bardzo się nie lubią? Wydaje się, że całą odpowiedź może posłużyć Ruch Palikota, którego wynik (choćby tylko sondażowy) jest największym sukcesem tegorocznych wyborów. Wolne konopie, prawo do aborcji, związki partnerskie i opodatkowanie kościoła to pomysły, które zapewniają mu prawie 10% poparcia. Nie muszą mieć znanych działaczy na listach, nie muszą być wiarygodni i nie muszą być poważni. Wystarczy, że są pomarańczowi i łamią tabu. Pokazują, że o sprawach światopoglądowych można mówić w Polsce bezkompromisowo. Tym różnią się od zastygłych w pozach polityków innych partii i tym, na razie, wygrywają z SLD. Robią jedną pożyteczną rzecz - odblokowują przestrzeń publiczną. Od teraz łatwiej będzie politykom innych partii mówić o prawach kobiet, gejów czy mniejszej szkodliwości marihuany w porównaniu do np. alkoholu. Niestety, informacje dostarczane przez współzałożycieli Ruchu każą się zastanowić nad głosowaniem na tę partię, podobnie jak fakt, że trzon list stanowią przedstawiciele marginalnej do tej pory partii RACJA Polskiej Lewicy, którzy, uczciwie mówiąc, niewiele zrobili, żeby z tego marginesu wyjść.

Ten pan może zgarnąć mandat, jeśli RP przekroczy próg.
Polską polityką rządzą emocje. Poznańską polityką rządzą blade cienie emocji. Smutna prawda jest taka, że światopoglądowo bardziej różnią się czasem od siebie kandydaci tej samej partii (np. poseł Tomczak od posłanki Kozłowskiej-Rajewicz) niż kandydaci rywalizujących komitetów (konserwatywna oś: Tomczak i Lipiński z PO - PiS - PJN - PSL). W sprawach ważnych dla miasta i regionu szybciej wspólny język znajdują poseł Dzikowski z posłanką Łybacką niż poseł Dzikowski z posłem Grupińskim, bo ten ostatni woli może radnego Witkowskiego. Nie ma w tym wszystkim żadnej logiki, są tylko sympatie i antypatie, a może po prostu interesy i ich brak? Jedyna świeżość w starym układzie to kandydaci Ruchu Palikota i Polskiej Partii Pracy, ale wystarczy przestudiować nasze opracowanie, aby wyleczyć się z chęci głosowania na nich. Na poziomie krajowym, gdy mamy do wyboru Tuska i Kaczyńskiego, to możemy mówić o różnicy w stylu sprawowania władzy i zarządzania społecznymi emocjami. Gdy przeniesiemy to na grunt lokalny, to widzimy posła Grupińskiego i radnego Dziubę. Obaj są tak podobni do siebie (niemedialni, ale za to refleksyjni), że właściwie nie ma między wyborem jednego lub drugiego różnicy. Różnica jest za ich plecami, ale o tym już nie oni decydowali, ale wierchy partyjne dla poznańskich polityków nieosiągalne. Niestety.

Są jednak też dobre wiadomości. W środę o 18.00 w Klubokawiarni Meskalina (Stary Rynek, w samym środku obok Arsenału) odbędzie się debata w ramach Miejskiego Skanera Wyborczego przygtowanego przez Kongres Ruchów Miejskich. Swój udział zapowiedzieli posłanka Kozłowska-Rajewicz oraz posłowie Grupiński i Zieliński (PO), radni Dziuba, Czerwiński i Alexandrowicz (PiS), posłanka Łybacka, radna Kretkowska i radny Lewandowski (SLD) oraz kandydat Swiernalis (Wolne Konopie, Ruch Palikota). Przedstawiciele innych partii nie odpowiedzili na maile, co jakoś szczególnie nas nie zaskoczyło, bo po prostu startują w okręgu poznańskim pro forma (PSL), pro memoriam (PJN) i pro publico bono (PPP). Tak czy owak, każdy zainteresowany kwestiami miejskimi będzie mógł sobie wyrobić zdanie na temat kandydatów. Tych, którzy nie mogą przybyć, zapraszamy do śledzenia relacji na Facebooku.

Polecamy także:

niedziela, 2 października 2011

Między kibolami a Palikotem

Zaczyna się ostatni tydzień kampanii w Poznaniu. PO wiesza plakaty mobilizujące jej miękki elektorat do pójścia na wybory. Hasło "Tusk czy Kaczyński?" nie pozostawia złudzeń ludziom, którzy nie przepadają może za PO, ale jeszcze bardziej nie znoszą prezesa PiS. Ten przekaza mają wzmocnić spoty z szalejącymi kibolami i obrońcami krzyża. Czy to dobra taktyka? PR-owcy w mediach społecznościowych podpowiadali, że tak właśnie należało zrobić, ale my nie jesteśmy pewni czy to PO zbierze głosy tych, którzy tak bardzo nie chcą powrotu Kaczyńskiego i PiS, że w ostatniej chwili zzują bambosze i pójdą głosować. Problemem na poziomie poznańskim może być fakt, że jednym z przywódców kibiców jest członek PO - Jarosław Pucek, który tak ładnie i kulturalnie rozmawiał o zagadnieniu z premierem w poniedziałek.
Pani Tatiana bardzo się stara.

Ostatni tydzień poznańskiej kampanii pokazał dobitnie, że jeśli jest w Polsce ktoś, kto w tej kampanii skutecznie zdobywa głosy anty-konserwatywnego elektoratu, to jest tym ktosiem Janusz Palikot. Od poniedziałku trwały przygotowania do jego piątkowej wizyty. Kandydaci RP spotykali się codziennie z wyborcami, a na stronie komitetu ukazały się nareszcie ich krótkie biogramy. Wyjście z cienia wyszło szczególnie dobrze Pawłowi Swiernalisowi, który na fali wizyty lidera zorganizował jeszcze Wielkopolski Marsz Wyzwolenia Konopi, na który wg prasy przybyło kilkaset osób. Wszystko to w całości wypadło bardzo dobrze, z jednym może zgrzytem. Gdy Palikot twardo zaprzeczał jakoby jego kandydaci byli anonimowi, nie mógł się doszukać w swoich szeregach lidera poznańskiej listy - Macieja Banaszaka. Nie wiem jak innych, ale mnie to utwierdziło w przekonaniu, że na tej liście właściwie nikogo nie ma. Ale błąd, pan Banaszak istnieje, o czym przekonuje ten spot. Warto zwrócić uwagę, że lubelski polityk wystąpił (koniunkturalnie, ale zawsze) w obronie zasłużonej poznańskiej szkoły, podczas gdy tutejszym politykom drżą łydy przed kurią. Przy okazji, w swoim stylu, zachęcał biskupów do opodatkowania się.

Palikot zapewne odbierze sporo głosów Platformie Obywatelskiej, szczególnie wśród młodych, ale jeszcze więcej odbierze SLD. Kampania lewicy wygląda bowiem przy kampanii Palikota tak samo żałośnie jak Waldemar Witkowski śmigający autobusem w tle przemawiającego do mediów Palikota. Oj, nie popisali się lokalni liderzy SLD, nie popisali, ale trzeba im oddać, że przykładu z góry dobrego nie dostali. Grzegorz Napieralski zaliczy chyba w tej kampanii nokaut porównywalny do klęski Mariana Krzaklewskiego w wyborach 2001 roku. Chociaż kandydujący z 20 miejsca radny Tomasz Lewnadowski jeszcze zapowiada jakąś niespodziankę na twitterze. Co to będzie? Co to będzie? 

Fot. Maciej Wudarski
Im bliżej wyborów, tym żwawiej się ruszają politycy PO. Nie dziwimy się, bo przy dzisiejszych wynikach, na pewno zdobędą mniej mandatów niż w poprzednich wyborach. Biorąc pod uwagę, że na ich liście jest aż 9 posłów obecnej kadencji, należy się spodziewać, że nie wszystkim się uda reelekcja. Zakładamy, że lider Grupiński i poprzedni lider Dzikowski mają mandaty raczej w kieszeni. Pierwszy z nich jednak bardzo chce zdobyć więcej głosów od swojego bardziej medialnego i znanego kolegi. Wsiadł nawet do kajaka, żeby lobbować za powrotem Poznania nad Wartę. To już drugi po rewitalizacji miły naszemu poznańskiemu sercu postulat, pytanie tylko, czy pan Rafał nie zapomni o wszystkim, gdy pojedzie do Warszawy. Poseł Dzikowski nie ma tak spektakularnych pomysłów, ale wisi tu i ówdzie, biega po festynach i debatach, zatem powinien swoje kilkadziesiąt tysięcy zdobyć.

Cała drużyna PO. Po wyborach nie wszyscy będą się cieszyć.
Inni mają gorzej. Mocna wydaje się być Bożena Szydłowska, która umie się w kadrze zmieścić czy to przy premierze, czy przy pośle Grupińskim, czy wreszcie na płocie i na facebooku. Jej sukces wydaje się pewniejszy niż ponowny wybór medialnej, ale jakoś tak nie bardzo umiejącej to wykorzystać - Agnieszki Kozłowskiej-Rajewicz, która przeczytała kolejną książkę i opisała to na blogu, co go ma z posłanką Muchą. Na jej tle nieźle wypadają startujące z dalszych miejsc Tatiana Sokołowska, która z Muchą ma stary spot i szczególnie Barbara Czachura. Skoro potrafiły zaznaczyć swoją obecność na tak silnej liście, to musi im zależeć. Przy pracowitych paniach fatalnie wypadają panowie. Posłom Lipińskiemu i Zielińskiemu nie pomoże jeżdżenie busikiem po powiecie, jeśli nie znajdą swojego dojścia do wyborców. Posłowie Fiedler i Stuligrosz wiedzą, że nic nie muszą robić, bo "ciemny lud" i tak ich wybiera za nazwiska. Reszta kandydatów PO wie, że nie ma żadnych szans, więc robi niewiele.

Poseł Tomczak ma ok. 50 fanów, a dyskusja miała ponad 30 wpisów. Brawo!
Wyjątkiem jest Jacek Tomczak, który stanowi jednoosobową frakcję w partii. Biega jak poparzony po placach, targowiskach i osiedlach, żeby zdążyć wszystkich poinformować, z której partii tym razem startuje. Nawet jego najtwardszemu elektoratowi może się pozajączkować, wykonał bowiem przed tymi wyborami taką woltę, że nawet nieźle poinformowana redakcji My Wyborcy ciągle ma wrażenie, że on startuje z PiS. W tym tygodniu nawet te fałszywe domniemania udowadniał ostrą akcją przeciw paniom zbierającym podpisy za obywatelskim projektem ustawy aborcyjnej. Udało mu się nawet wywołać ogromną dyskusję na swojej stronie na facebooku, choć wcale nie ma aż tak wielu fanów. Następnego dnia poszedł za ciosem i poszedł bronić kurii przed Palikotem. W niedzielę natomiast pochwalił się tekstem w "Przewodniku Katolickim". Na wszelki wypadek jeszcze raz powtarzamy: poseł Tomczak kandyduje z PO a nie z PiS.

Z PiS kandyduje wielu innych zacnych kandydatów, ale trudno coś ciekawego powiedzieć o ich kampanii. Najwięcej frajdy sprawia im bowiem pisanie w obronie kiboli, co nam wydaje się zadaniem bardzo karkołomnym. Tak czy inaczej w obronie tego zaściankowego sobiepaństwa stanęli zarówno lider Tadeusz Dziuba, znany z nieeleganckich wypowiedzi o gejach - Marek Sieniawski jak i znany ze wszystkiego, co się źle kojarzy - Filip Rdesiński. Przyglądając się kampanii PiS, odnosimy wrażenie, że panowie i panie kandydują, aby obronić kiboli przed niesłusznie bijącą ich policją oraz cofnąć czas i nie dopuścić do katastrofy smoleńskiej. No może z wyjątkiem najbardziej antypatycznego posła Tomasza Górskiego, który kandyduje, bo taki ma system wartości. W tym tygodni znowu mu się krzywda niesprawiedliwa działa. Bidak. W zwycięstwie dobra nad złem pomoże im broń ostateczna - pielgrzymka do Częstochowy.

Co poza tym? Obudził się Marcin Lis z PJN i zasuwa za całą listę, bo jej lider Przemysław Piasta poza udziałem w debatach specjalnie się nie wysila. W sumie jednak pan Lis równie dobrze mógłby być na liście PO lub PiS i też by się nic nie stało. Bo przecież oni też chcą dobrej komunikacji, szczęśliwych dzieci w przedszkolach oraz czystych jezior i rzek. Cały start PJN to jest jakaś wielka pomyłka. Jak się mówi dokładnie to samo co PiS i/lub PO i/lub LPR, to po co startować z własną listą? Tylko dla jednego pana Lisa, któremu się chce kandydować? No, chce się jeszcze Pawłowi Poncyljuszowi, ale jego wizyta w Poznaniu nie da się porównać z wizytą Palikota. Pewnie mało kto ją zauważył, a my omal nie zapomnieliśmy.

Jakby komuś było mało tych nudów, to tutaj podsumowanie GW, gdzie się wymądrza nasz autor.

A tutaj pełna lista kandydatów do sejmu i senatu w Poznaniu i powiecie poznańskim (jako jedyna zawiera opisy i linki do ciekawych stron o kandydatach).

A już w środę o 18.00 w Klubokawiarni Meskalina dowiemy się jak kandydaci odpowiedzieli na pytania Miejskiego Skanera Wyborczego przygotowanego przez Kongres Ruchów Miejskich.

Poznańscy kandydaci utopieni w sieci

Modne się ostatnio zrobiło ocenianie kampanii prowadzonych w internecie. Politycy zrozumieli, że jest to dobry sposób na tanią i skuteczną kampanię oraz najłatwiejszy sposób prowadzenia dialogu z wyborcami, dziennikarze zauważyli, że po działaniach w internecie można ocenić aktywność i pomysłowość kandydatów oraz zbadać ich popularność przynajmniej w niektórych grupach docelowych.

W tym roku widać, że większość partii odrobiła lekcje z informatyki, co zaowocowało całkiem interesującymi kampaniami przynajmniej na szczeblu krajowym. Zdecydowanie nalepiej zaplanowana i skoordynowana jest kampania internetowa Platformy Obywatelskiej. Udało się połączyć wiele wątków w spójną całość, dzięki czemu każdy może łatwo znaleźć informacje o kandydatach, działaniach i planach PO. Bardzo solidna jest także kampania PiS, choć trzeba przyznać, że działania tej partii szczególnie na początku kampanii były dużo bardziej opieszałe.

Agnieszka Pomaska pracuje na kampanią PO w sieci.

W internecie świetnie czują się partie aspirujące do parlamentu, czyli Ruch Palikota, PJN i Nowa Prawica. Pierwsza z nich, choć krytykowana za serwis wyborczy, może się pochwalić największą skutecznością (ponad 40 tys. fanów na facebooku). PJN był chyba najbardziej pomysłowy, co jednak nie uratuje chyba wyniku wyborczego partii. Nowa Prawica może sprawić niespodziankę głownie dzięki aktywności w sieci.

Najgorzej z sieciową rzeczywistością radzą sobie w SLD. Wbrew pozorom (młode przywództwo, młode wilki spin-doctoringu) nie udało im się nic sensownego w internecie zrobić. Napieralski okazał się marnym liderem, a Naczas i Kalita udowodnili, że stać ich tylko na tanie efekciarstwo. Serwisy SLD są słabe, kampania rozmyta, a sondaże lecą na łeb na szyję. Większą aktywnością kandydatów w sieci może się pochwalić nawet PSL.

Niestety, o ile o kampanii internetowej na poziomie ogólnopolskim można napisać coś dobrego, o tyle w Poznaniu jak zwykle wszystko wygląda gorzej. Z trudnością udało nam się ułożyć 10. najlepszych, z łatwością ułożyliśmy 10. najgorszych użytkowników internetu wśród poznańskich kandydatów. Wnioski są i zaskakujące i bardzo, bardzo zasmucające.

LIDERZY:

1. Piotr Batura (niezależny kandydat do senatu w powiecie poznańskim - okręg 90) - zdecydowanie najbardziej zdeterminowany kandydat. Fakt, że walczy o mandat z samym wicemarszałkiem Ziółkowskim dopinguje go do ciężkiej pracy w sieci. Trzeba przyznać, że lider Ruchu Demokratycznego Akcja Obywatelska osiąga wymierne sukcesy. Ma już 3746 fanów swojej strony na facebooku, wyraźnie dystansując najpopularniejszych polityków PO. Ponadto jest aktywny na twitterze (bez sukcesów, ale liczy się zapał), oraz prowadzi 2 blogi, jeden na Salon24.pl, drugi na blogspocie. Całość uzupełnia wyczerpująca strona z najważniejszymi informacjami o kandydacie. Sukces pana Batury pokazuje jak niewiele trzeba, żeby skutecznie zaistnieć w sieci i powinien być powodem do wstydu dla zawodowych polityków.

2. Jan Filip Libicki (kandydat PO do senatu z sąsiedniego okręgu nr 89) - najbardziej opiniotwórczy poznański polityk w sieci. Głównie dzięki zdradzaniu tajemnic swojej byłej partii (PiS) jego blog na Salon24.pl cieszy się dużą popularnością. Jako jedyny poznański polityk skutecznie używa twittera (aż 320 śledzących wpisy), który służy głównie do wymiany opinii między blogerami, dziennikarzami i politykami, dzięki czemu pozwala wpływać na twórców opinii. Na facebooku pan Libicki wypada słabiej: 284 fanów strony, ale aż 1770 znajomych na profilu.

3. Bożena Szydłowska (kandydatka nr 5 na liście PO) - aż 1470 fanów strony na facebooku daje jej drugie miejsce po panu Baturze w suchych liczbach. O tym, że to nie tylko robota sztabowców, może przekonać blog, który na blox.pl. Liczba fanów imponuje dodatkowo w porównaniu ze skromną liczbą 161 znajomych na facebookowym profilu. Najwyraźniej pani poseł rozdziela sprawy zawodowe od prywatnych.

4. Rafał Grupiński (lider listy PO) - jego fanpage ma 1092 fanów, co nie jest oszałamiającą liczbą jak na byłego ministra i lidera listy. Jest to jednak wynik przyzwoity na tle innych kandydatów. Posłanka Szydłowska pokazała jednak, że można zdziałać więcej. Kampania pana Grupińskiego to przykład, że nawet solidna robota sztabowców nic nie da, jeśli samemu kandydatowi się nie chce. Wrzucanie filmów na you tube you tube nic nie da, jeśli kandydata nie stać na zdobycie więcej znajomych niż 22 na profilu społecznościowym.

5. Barbara Czachura (nr 19 na liście PO) - pani sołtys z Gruszczyna nie po raz pierwszy nam imponuje. W jej kampanii może nie ma fajerwerków, ale jest kawał solidnej roboty. Pomimo odległego miejsca na liście, chciało się pani Czachurze zrobić własną stronę, a także zdobyć 588 fanów na facebooku. Jeśli dodać do tego 460 znajomych, to mamy ponad 1000 internautów mogących przesądzić o mandacie. Cieniem na dobrej ocenie kładzie się pusty kanał na you tube. Może jednak warto jakiś filmik nakręcić? Jedno jednak jest pewne, pani Barbarze chce się kandydować dużo bardziej niż innym kandydatom.

Paweł Swiernalis
6. Paweł Swiernalis (nr 7 na liście Ruchu Palikota) - dużo dobrego już o nim napisaliśmy, bo to chyba najlepszy kandydat na coraz popularniejszej liście Ruchu Palikota. Zaczął kampanię dość późno, ale z wielkim kopem. Ma klarowny program i razem z innym kandydatami Wolnych Konopi, konsekwentnie go realizuje. Co prawda jego fanpage ma na razie tylko 110 fanów, a profil 311 znajomych, to jednak trzeba zauważyć, że bardzo szybko mu ich przybywa (zaczął jakoś w połowie minionego tygodnia). Ma dopiero 21 lat, ale wypowiada się bardzo rozsądnie, zatem można mu wróżyć ciekawą karierę, jeśli tylko nie przesadzi z używkami.

Filip Suś
7. Filip Suś (nr 13 na liście SLD) - zdecydowanie się wyróżnia wśród kandydatów SLD. Jako jedyny prowadzi sensowny dialog na facebooku. Jego fanpage ma już 256 fanów i co ważne kandydat reaguje na większość wpisów. Niskobudżetowa, ale z sercem prowadzona kampania też może przynieść sukces.

8. Marcin Lis (nr 2 na liście PJN) - chyba jedyny kandydat PJN, który prowadzi aktywną kampanię. Jego fanpage ma tylko 21 fanów, ale profil śledzi grubo ponad 1 tys. znajomych. Można go także obejrzeć na YouTube.

9. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (nr 2 na liście PO) - w liczbach to nie wygląda imponująco, bo tylko 95 fanów strony na facebooku i 478 znajomych na profilu. Ocenę podwyższają jednak prowadzone blogi. Jeden stricte polityczny to Potyczki Polityczki, drugi bardziej hobbystyczny to Kozłoteka. Ten drugi, zapewne dzięki wsparciu bardziej medialnej posłanki Muchy, przebił się nawet do mediów krajowych.

10. Małgorzata Mikusińska (nr 14 na liście PO) - miejsce w pierwszej 10. zawdzięcza imponującej liczbie 2356 znajomych na profilu prywatnym facebooka. Fanpage już tak popularny nie jest (8 fanów), ale od czegoś trzeba zacząć.

OUTSIDERZY:

1. Tomasz Górski (nr 11 na liście PiS) - nie ma o czym pisać. Poseł ma tylko profil na facebooku, ale trudno sprawdzić, ilu ma znajomych, bo trzeba by było zostać najpierw znajomym pana posła. A my na pewno nie chcemy. Jak na kandydata, który potrafi oplakatować całą Wielkopolskę - wstyd. Gdyby nie Wikipedia i oficjalna strona sejmowa pozostałyby tylko doniesienia medialne.
Poseł Fiedler (kopia)

Pisarz Fiedler (oryginał)
2. Arkady Fiedler (nr 8 na liście PO) - słaba strona i zero zainteresowania wyborcami. Jeden z naszych redaktorów już 3 miesiące czeka na odpowiedź na maila. Na facebooku dużo aktywniejszy jest jego zmarły przed ponad 20 laty ojciec - słynny pisarz. Popularnością cieszą się natomiast filmiki na YouTube z udziałem pana posła. Żenada.

3. Michał Stuligrosz  (nr 6 na liście PO) - podobnie jak poseł Fiedler, jedzie na nazwisku. Strona jak z muzeum, na facebooku 5 fanów. Dobrze chociaż, że chciało mu się na ten portal społecznościowy wejść.
Poseł Stuligrosz (kopia)

Słynny Stuligrosz (oryginał)
4. Krystyna Łybacka (nr 2 na liście SLD) - poza stroną internetową (dość już przestarzałą) niesepcjalnie się postarała. Niby majaczy jakiś fanpage na facebooku, ale ma 0 fanów.

5.  Dariusz Lipiński (nr 4 na liście PO) - w liczbach to nawet nie wygląda najgorzej, bo jego fanpage ma aż 91 fanów, ale biorąc pod uwagę wieloletni staż w poznańskiej polityce, jednak wstyd. Nie stwierdzono żadnej aktywności, która może łagodzić wyrok.

6. Waldy Dzikowski (nr 3 na liście PO) - poseł, który w wyborach dosał ponad 100 tys. głosów, ma raptem 194 fanów na facebooku. Innej działalności w sieci praktycznie nie prowadzi. Warto dodać, że fanpage też powstał tylko na potrzeby wyborów.

7. Waldemar Witkowski (nr 1 na liście SLD)- ten pan chyba chce udowodnić, że nawet będąc jedynką na liście SLD, można nie zdobyć mandatu. Kampania w sieci żałosna. Doliczyliśmy się jedynie 88 znajomych na facebooku.

8. Przemysław Piasta (nr 1 na liście PJN) - kolejny lider listy, który niewiele robi (szczególnie w porównaniu z drugim na liście Marcinem Lisem), aby wejść do sejmu. Na facebooku zgromadził 293 znajomych. Nie prowadzi fanpage'a i nie ma własnej strony internetowej.

9. Maciej Banaszak (nr 1 na liście Ruchu Palikota) - gdyby nie strona komitetu, trudno by było się czegoś o nim dowiedzieć. Na facebooku ma tylko profil prywatny z 76 znajomymi. To dużo mniej od mało znanych kolegów z listy Swiernalisa, Szparaga i Biłozora. Gdy ostatnio Janusz Palikot chciał go pokazać w TV, też zniknął. Dziwny kandydat.

10-11.  Katarzyna Kretkowska (nr 6 na liście SLD) oraz Tomasz Lewandowski (nr 20 na liście SLD) - w liczbach wyglądają nawet dobrze: pani Katarzyna ma 100 fanów i 639 znajomych a pan Tomasz aż 770 fanów i dodatkowo udziela się na twitterze, ale gołym okiem widać, że oboje zaczynają być aktywni w sieci, gdy zbliżają się wybory. Jest to tym bardziej niepokojące, że oboje dali się poznać z dobrej strony w radzie miasta.

środa, 28 września 2011

Piotr Batura i dziwne ruchy Palikota

Dzisiaj próbowaliśmy rozwikłać dwie zagadki wyborcze. Pierwsza to fenomen niezależnego kandydata do senatu w powiecie poznańskim - Piotra Batury. Druga, jak się okazuje powiązana z pierwszą, to słabość poznańskiej listy Ruchu Palikota do sejmu. Dzięki dociekliwości jednego ze współpracowników udało nam się z dość dużą precyzją odpowiedzieć na oba pytania.

Kim zatem jest Piotr Batura? Jeszcze niedawno wiedzieliśmy tylko tyle, że jest jednym z trzech kandydatów do senatu, którzy zdołali zarejestrować swoją kandydaturę w powiecie poznańskim. W wyborach zmierzy się z wicemarszałkiem senatu prof. Markiem Ziółkowskim (PO) oraz kandydatem PiS - Bartłomiejem Wróblewskim. Jedyny trop organizacyjny prowadził natomiast do Ruchu Poparcia Palikota, którego Piotr Batura miał być pierwszym liderem.

Teraz wiemy już dużo więcej, bo pan Piotr Batura prowadzi bardzo brawurową kampanię wyborczą. Na jej potrzeby założył fanpage na Facebooku, konto na YouTube, blog na Blogspocie, jeszcze jeden blog na Salon24.pl oraz stronę internetową. Rozmach nieporównywalny z żadnym innym poznańskim kandydatem. A trzeba jeszcze dodać, że nie jest to działanie czcze, bowiem na samym facbooku pan Batura zgromadził już prawie 4 tysiące fanów (najlepsza w PO posłanka Szydłowska ma ich tylko ok. 1500). Niezależny kandydat do senatu wyrósł zatem w ciągu ostaniego miesiąca na najpopularniejszego poznańskiego polityka w internecie.

Dzięki pracowitości kandydata znamy już jego biografię samorządową i polityczną oraz program wyborczy. Wiemy, że był radnym gminy Rokietnica, wiceprzewodniczącym i przewodniczącym rady oraz przewodniczącym komisji oświaty. W większej polityce zaczął działać dzięki Januszowi Palikotowi. Jesienią 2010 roku został najpierw koordynatorem a potem dyrektorem Wielkopolskiego Ruchu Poparcia Palikota. W internecie można znaleźć choćby jego dyskusję z radnym Markiem Sternalskim (PO) na temat szans ruchu i skuteczności Palikota jako polityka. Był także członkiem władz krajowych stowarzyszenia (partia Ruch Palikota jeszcze wtedy nie istniała). W programie na pierwszy plan wysuwa się Zintegrowany Powiat Poznański, czyli jak rozumiemy lepsza współpraca gmin dla dobra wspólnego. Zacne to i jakoś się wpisujące w coraz popularniejszy postulat "usamorządowienia" senatu.

Czytając kolejne strony prowadzone przez kandydata zachodziliśmy w głowę, dlaczego odszedł on z Ruchu Palikota. Dlaczego nie został liderem tego ugrupowania w wyborach do sejmu? Dlaczego zamiast operatywnego Batury na pierwszym miejscu list RP jest bezbarwny Banaszak? Tak się głowiliśmy, aż nasz współpracownik podesłał nam link do ciekawej strony. Zatytuowana jest ona Wielkopolski Ruch Poparcia Palikota, ale zawiera ciekawą stopkę, w której autorzy Bartek Ziebart i Konrad Przesławski uprzedzają, że zawarte na niej artykuły nie przedstawiają oficjalnego stanowiska wielkopolskiego oddziału RPP.
Relacja szpiega z centrali (printscreen z oryginalnej strony tutaj.
Co zatem przedstawiają? Ano, bardzo ciekawą relację ludzi, którzy z Ruchu zostali usunięci przez byłą prezes Katarzynę Izydorczyk oraz samego Janusza Palikota. Są tam mrożące krew informacje o montowaniu spółdzielni na zjeździe w Katowicach przez pana Baturę, o tajemniczym spotkaniu poznańskim, na którym miała się spotkać wewnętrzna opozycja, jest też relacja szpiega wysłanego na to spotkanie przez centralę. I wreszcie są relacje ze spotkań, po których Janusz Palikot rozprawił się z niesfornymi Wielkopolanami, szczególnie mocno przedstawione w "opowieściach pana Edmunda".

Na tyle, na ile rozumiemy przebieg wypadków, to było jakoś tak, że Piotr Batura chciał się przeciwstawić grupie warszawskich działaczy i wprowadzić do zarządu ludzi z prowincji. To zostało zablokowane ze względów formalnych, a następnie posłużyło za pretekst do rozprawy z niezależnymi działaczami. Poza Piotrem Baturą z Ruchu wyleciał także m.in. Konrad Przesławski, który przez lokalną organizację był rekomendowany na następcę Batury. Smaczku całej sytuacji dodaje fakt, że wyrzucającą obu panów była pani prezes Katarzyna Izydorczyk, która sama został później wyrzucona z Ruchu. Obecnie jest kandydatką SLD i swojego byłego szefa oskarża o bardzo brzydkie działania.
O tym jak Izydorczyk usunęła Baturę, cały tekst tutaj.
To wszystko miało się dziać na przełomie lutego i marca 2011 roku. Czy to realne wydarzenia czy opowieści "z mchu i paproci"? Nie wiemy, nie przesądzamy. Wydaje się nam jednak to wszystko tak groteskowe, że z obawą patrzymy na rosnące poparcie dla Janusza Palikota i jego nowej drużyny. Jeśli choć połowa opowieści byłych współpracowników kontrowersyjnego polityka jest prawdziwa, to mówienie o "Samoobronie bis" jest eufemizmem, a jeśli to kłamstwa, to też niewesoło, bo jak się bierze do ekipy kombinatorów, to nie można mówić serio o naprawie państwa.

Wiemy już zatem dlaczego Ruch Palikota w Poznaniu jest taki niewyraźny. Wszyscy, którzy mieli szansę i chęć zaistnienia, zostali wycięci. Ci, którzy wycinali, też zostali wycięci. Został sam Janusz Palikot, który pojutrze będzie uczył etyki poznańską kurię. Czy przyjdzie tam kandydat na senatora Piotr Batura? Jesteśmy bardzo ciekawi.

PS: nareszcie pojawiły się oficjalne informacje o kandydatach Ruchu Palikota - są tutaj.

wtorek, 27 września 2011

Pomarańczowy koń wyborów bryka w Poznaniu

Długo krytykowaliśmy Ruch Palikota za opieszałą kampanię w Poznaniu. Kandydaci mało znani i mało widoczni zdawali się liczyć tylko na siłę medialną ogólnopolskiego lidera. Paradoksem było to, że o części kandydatów nie było żadnych informacji, a o innych najwięcej można było przeczytać na stronie SLD z ostatnich wyborów. Ten tydzień przynosi jednak prawdziwą ofensywę kandydatów Palikota i jego samego.
Ruch Palikota na stojąco.
Lider przyjedzie do Poznania już 30 września, aby przede wszystkim demonstrować przeciwko polityce poznańskiej kurii względem popularnej poznańskiej Ósemki. Faktycznie, niezręczne zachowanie duchownych dało Palikotowi pretekst do zdobycia głosów w Poznaniu. Trudno bowiem w naszym mieście znaleźć ludzi, którzy by twierdzili, że kuria zachowuje się w sprawie gmachu liceum poprawnie. Demonstracja pomarańczowych w piątek o 10.00.

Wcześniej Janusz Palikot udzieli wywiadu na antenie Radia Merkury i przespaceruje się Głogowską. Po wszystkim oczywiście briefing dla dziennikarzy. Można mieć pewność, że jego słowa będą cytowane przez wszystkie lokalne media i dodadzą skrzydeł poznańskim kandydatom ugrupowania, którzy dotychczas swoją aktywność ograniczyli do umieszenia logotypów partii lub zdjęć z liderem na swoich profilach facebookowych.

Paweł Swiernalis chce uwolnić konopie.
Jedyny, który się wyróżnia w tłumie bezimmiennych kandydatów RP, to Paweł Swiernalis z Inicjatywy Wolne Konopie. Razem z kolegami założyli czytelną stronę z programem swojej organizacji i przedstawieniem kandydatów. Założył również swój fanpage na Facebooku, który szybko zyskuje nowych fanów (już 35, a jeszcze przed chwilą kilku).

Zajmujący siódme miejsce na liście młody działacz organizuje w sobotę 1 października Wielkopolski Marsz Wyzwolenia Konopi. Start marszu o godzinie 16.30 sprzed Opery. Można sobie żartować, ale udział w nim zapowiedziało już prawie 2 tysiące osób. Jeśli przyjdzie choćby 1/5 z nich to będzie to najliczniejsze wydarzenie podczas tej kampanii w Poznaniu. I wszystko za sprawą 21-letniego debiutanta.
Lider Banaszak
Biłozor i Palikot. Łączy ich ruch.
Żeby nie było tak różowo (pomarańczowo) musimy napisać o dość kiepskiej oprawie kampanii pozostałych kandydatów. Lider Maciej Banaszak ogranicza się do udziału w debatach liderów, a zamiast strony założył profil na Facebooku (raptem 74 znajomych). Koordynator okręgu Przemysław Szparag mignął w telewizji WTK. Przmysław Biłozor bloguje na stronie komitetu i linkuje dużo demotywatorów na swoim profilu facebookowym, ale znajomych mu szybko nie przybywa (raptem 84). Na szczęście zrobił sobie ładne zdjęcie z liderem i wykazał się wyczuciem przy doborze autorytetów. Kandydaci z RACJI Polskiej Lewicy ograniczyli się do wypisania swoich nazwisk na podstronie partii.
Mix autorytetów by Przemysław Biłozor. Złota myśl lidera jako motto.

Ostatnie sondaże dają Ruchowi Palikota nawet 8% głosów, my sądzimy, że w skali kraju partia może zdobyć nawet 10%. Pytanie, kto zdobędzie te mandaty. Na liście poznańskiej próżno szukać osób, które by potrafiły poprowadzić sensowną kampanię wyborczą (może poza coraz aktywniejszym Swiernalisem), a co dopiero mówić o rzetelnym wykonywaniu pracy posła. Naprawdę realne wydaje się, że jedna z tych 20 anonimowych osób zdobędzie w Poznaniu mandat. Mam nieodparte wrażenie, że właśnie po to, aby taki cel osiągnąć, tak mało mówią o sobie. Plan jest prosty - ludzie mają głosować na Palikota, a nie na Dąbrowskiego, Banaszaka czy Szparaga. Plan jest prosty, ale z demokracją ma tyle wspólnego, co krzesło elektryczne z zestawem wypoczynkowym.

poniedziałek, 26 września 2011

Najciekawsze w SLD zaczyna się po 10.

W okręgu poznańskim do wzięcia jest 10 mandatów. Poprzednio 7 przypadło Platfromie Obywatelskiej, 2 Prawu i Sprawiedliwości, a 1 Sojuszowi Lewicy Demokratycznej. Sondaże wskazują, że w tym roku PO może wypaść dużo słabiej i otrzyma jedynie 6 manadatów. Dodatkowy mandat może zgarnąć albo PiS albo SLD albo przy bardzo sprzyjających wiatrach Ruch Palikota lub PSL. Na razie wygląda na to, że nikomu z tych partii jakoś szczególnie na tym mandacie nie zależy. W PiS każdy sobie rzepkę skropie, w PSL są przyzwyczajeni, że mandatów w Poznaniu nie dostają, w Ruchu Palikota nikogo nie ma, a w SLD... No właśnie, co się dzieje z tą partią?

Już wybory samorządowe pokazały, że partia w Poznaniu jest bardzo słaba. Kandydatem na prezydenta mianowała Jacka Bachalskiego z jeszcze słabszego Stronnictwa Demokratycznego. Osiągnął on wynik gorszy, pomimo bogatej kamapanii, nawet od kandydata Stoawarzyszenia My-Poznaniacy, które przecież na kampanię pieniędzy nie miało, a i doświadczenia w walce wyborczej niewiele. Już wtedy można było mniemać, że w SLD nie ma koncepcji, pomysłu ani energii, żeby cokolwiek sensownego zrobić. Start Bachalskiego był klęską, a dla organizacji oznaczał zmarnowanie okazji do wypromowania nowego lidera, który mógłyb w wyborach parlamentarnych zabłysnąć pełnym blaskiem.

Pomijając już posłankę Krystynę Łybacką, dla której raczej pewna porażka z Ryszardem Grobelnym byłaby niemiłym akcentem w bogatej karierze, ma przecież SLD wielu jeszcze młodych i ambitnych liderów, którzy mogli podjąć rękawicę w wyborach prezydenckich. Ani jednak radny i przewodniczący poznańskiego Sojuszu Tomasz Lewandowski, ani biznesmen Marek Niezgoda, ani wreszcie radna Katarzyna Kretkowska (co może najbardziej zrozumiałe, bo nawet do partii nie należała). Naturalni liderzy schowali się za plecami wynajętego (a może narzuconego?) lidera z importu. Choć ta taktyka przyniosła kiepski rezultat (raptem 5 mandatów radnych i klęska w wyborach prezydenckich), postanowiono na nią postawić raz jeszcze w wyborach parlamentarnych.

Pierwsze miejsce zajął słabiutki lider - Waldemar Witkowski - wypożyczony z Unii Pracy. Tak naprawdę, to miejsce na liście sobie kupił za 1 milion złotych, które UP miało przeznaczyć na kampanię SLD. Czy przenaczyło? Doniesienia nie są zgodne. Pewne jest jednak, że wystawienie lidera marginalnej partii na pierwsze miejsce, podcięło skrzydło politykom Sojuszu, poza może niezniszczalną Krystyną Łybacką, która i tak wie, że ma mandat w kieszeni, więc konsekwentnie robi swoje. Reszta postanowiła nie pomagać liderowi listy (to zrozumiałe), ale takż olała własną kampanię (to niezrozumiałe). Ale nie wszyscy - na odległych miejscach listy znaleźliśmy aktywnych kandydatów, którym chyba zależy na dobrym wyniku.
Zły dotyk?

Wybierzmy przyszłość!
Najbardziej ożywioną kampanię zdaje się prowadzić Filip Suś, który od ponad tygodnia objeżdża powiat w poszukiwaniu głosów. Był w Kostrzynie, Swarzędzu Czerwonaku, biegał też po Poznaniu z posłanką Łybacką i młodymi przyjaciółmi, a co najważniejsze zdążył się zfotografować z najbardziej znanymi twarzami SLD nie tylko w Poznaniu. Filip Suś ma dopiero 26 lat, ale życie i politykę traktuje bardzo poważnie. Pisze doktorat z politologii, działa w ruchu studenckim i dostał medal Cegielskiego dla młodych pozytywistów. Swoją kampanię bardzo profesjonalnie relacjonuje na stronie na Facebooku. Ceniąc jego ambicję i zapał, prganiemy tylko przypomnieć los innych młodych gwiazd SLD również tkliwie namaszczanych przez starszych liderów - znawcom tematu wystarczą chyba nazwiska Bartłomieja Krasickiego i Sylwii Pusz. Mamy nadzieję, że człowiek, który w krótkim czasie zebrał 250 fanów na FB (dla porównania znany poseł Dzikowski nie ma nawet 200), nie zniknie w równie eskpresowym tempie ze sceny politycznej. Wiemy, że pana Susia stać na wiele, bo już jakiś czas temu było o jego działaniach głośno, gdy zaprosił pana Jaruzelskiego do Poznania.

Odkryciem jest dla nas również kandydatka z miejsca 19 pani Natalia Koleśnik. Młoda, inteligentna i atrakcyjna dokoratntka z Instytutu Dendrologii w Kórniku. Podobnie jak Filip Suś założyła stronę na Facebooku, na której relacjonuje swoją kampanię. Może nie jest tak aktywna jak kolega politolog, ale za to nie wstydzi się okazać serca potrzebującym. Obszernie przedstawia też swój program i pięknie uśmiecha się z plakatu okraszonego pomysłowym logotypem (fakt faktem, że przyczyniliśmy się swoją propagandą do wygładzenia pewnych sformułowań - wcześniejszą wersję częściowo można obejrzeć na naszej facebookowej ścianie).
Żeńskiemu elektoratowi bardziej się może podobać młody buntownik Arkady Janiszewski. Prowadzi on dość ostrego bloga, na którym stara się opisać "chory system" panujący w Polsce. Już samo założenie bloga nam się podoba, a jeszcze ta zgodność poglądów w kwestii systemu:). Kibicujemy panu Arkademu. Myślimy, że wyprzedzenie ministra Aumillera jest w jego zasięgu. A dodajmy, że na niczym nam tak nie zależy jak na klęsce tego pseudolewicowego lidera partii poznańskich deweloperów. Obecność byłego ministra Samoobrony na liście SLD to jest policzek dla wszystkich, którzy serio traktują program partii. Panie Arkady, pan musi wyprzedzić pana Aumillera! Pan musi częściej na blogu publikować!

Cały czas naszą nadzieją na ożywienie elektoratu lewicowego pozostaje radny Tomasz Lewandowski. Ale on wydaje się być nieco przygaszony po klęsce przed czterema laty, gdy mocno go pobiła posłanka Łybacka. Teraz niby się stara, ale jakby liczył na zdobytą wcześniej popularność. Strona na Facebooku jakby martwa, choć ma ponad 700 fanów, strona www także aktualizowana bardzo rzadko. Jedynie na Twitterze radny wykazuje czujność i śledzi nawet nasze wpisy, co się chwali, oj chwali! Dodatkowo radny dość aktywnie występuje w sprawie eksmisji do kontenerów oraz sytuacji MPK, co może mu przysprzyć głosów, ale przecież na zdystansowanie milionowej jedynki może nie wystarczyć. Panie Tomaszu, także zachęcamy do większej aktywności. Kto, jeśli nie Pan ma być twarzą nowej poznańskiej lewicy?
Radny Lewandowski stracił zapał do prowadzenia strony na FB?
Osobny rozdział to kandydat do senatu Andrzej Jóźwiak. Naszym zdaniem powinien się starać za dwóch, a nawet za trzech, bo kandydatów jest niewielu, a kandydatka PO Jadwiga Rotnicka ma już niemal wygraną w kieszeni. Niestety, wydaje się, że kandydat nie do końca rozumie powagę sytuacji. Niby się pojawia w mediach, ale zawsze w cieniu kandydatów na posłów. Ma mieć spotkanie w Klubie pod Minogą, ale nie ma nawet strony internetowej. W taki sposób nie da się chyba wygrać z kandydatką popularnej i rządzecej partii. Po co w takim razie w ogóle startować? Żeby zwiększyć limit wydatków na kampanię ugrupowania?
Trudno znaleźć kandydata Jóźwiaka w internecie.